Ten hit miał przejść do historii. Okrzyknęli go "pretensjonalnym"
W 1970 roku Krzysztof Klenczon odszedł z Czerwonych Gitar i założył zespół Trzy Korony. Niedługo potem wypuścił swój pierwszy, solowy singiel zatytułowany “Nie przejdziemy do historii”. Krytycy nie pozostawili na nim suchej nitki. Oto historia piosenki.
- Krzysztof Klenczon był członkiem zespołu Czerwone Gitary.
- Muzyk odszedł z zespołu i założył grupę Trzy Korony.
- Utwór “Nie przejdziemy do historii” miał być ich pierwszym hitem, jednak nie zebrał zbyt dobrych recenzji.
“Taka jak ty”,”Biały krzyż”, “Jesień idzie przez park”, “Historia jednej znajomości”, “Nikt na świecie nie wie” to największe hity Czerwonych Gitar skomponowane przez Krzysztofa Klenczona, jednego z najwybitniejszych, polskich muzyków rockowych.
Rozwiąż quiz o Czerwonych Gitarach. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Czerwone Gitary czy Seweryn Krajewski? Młodzież odpadnie na 5. pytaniu!
Nie miał wykształcenia muzycznego. Podobno nie potrafił nawet czytać nut. Nie przeszkodziło mu to w skomponowaniu wielu ikonicznych piosenek. Po odejściu z Czerwonych Gitar chciał skupić się na nieco mocniejszym brzmieniu. Jednym z takich utworów był “Nie przejdziemy do historii”.
Zamiast Czerwonych Gitar założył Trzy Korony
W 1969 roku Krzysztof Klenczon zaczął interesować się heavy metalem. Słuchał Black Sabbath, Deep Purple i Led Zeppelin. Niespełna rok później, na skutek głośnego konfliktu z Sewerynem Krajewskim odszedł z Czerwonych Gitar i założył Trzy Korony, jeden z pierwszych polskich zespołów o “nieco mocniejszym” brzmieniu.
W 1971 roku Trzy Korony wydały swój pierwszy i jedyny album zatytułowany “Krzysztof Klenczon i Trzy Korony”. Na płycie znajdują się utwory takie jak “10 w skali Beauforta” czy “Nie przejdziemy do historii”. Z tym ostatnim wiąże się ciekawa historia. Napisał ją Andrzej Kuryło, znany tekściarz, który nie bał się poruszać “trudnych” jak na tamte czasy tematów.
Pracowałem z wrocławskimi zespołami Romuald i Roman i Nurt. To były ostre rockowe, wówczas to się nazywało, awangardowe, zespoły. Napisałem z myślą o jednym z nich tekst (...). Koniec drugiej zwrotki był odwołaniem do Beatlesów i brzmiał w pierwotnej wersji tak: „i znajdziemy cichą przystań w diamentowym niebie”. (...) Redaktor znalazł nawiązanie do „Lucy in The Sky with Diamonds”. „Co Pan sobie wyobraża Panie Andrzeju?”, powiedział, „chce pan tu przemycić jakieś narkotykowe treści? - wspominał cytowany przez Bibliotekę Polskiej Piosenki.
Miał być hit, wyszła klapa
Jakiś czas później Janusz Kondratowicz, przyjaciel Krzysztofa Klenczona zadzwonił do Andrzeja Kuryło z pytaniem, czy ma w zanadrzu jakąś “ostrą” piosenkę, do której pasowałoby równie mocne brzmienie. I owszem, miał. Był to utwór “Nie przejdziemy do historii”, który wręczył Klenczonowi.
To było moje pierwsze i jedyne w życiu spotkanie z Krzysztofem, opowiadał, dałem mu kartkę z tekstem i potem już usłyszałem gotową piosenkę w radio — mówił, cytowany przez Bibliotekę Polskiej Piosenki.
Utwór utrzymany w stylistyce Jimiego Hendrixa miał być hitem, jednak krytycy nie szczędzili mu gorzkich słów.
"Nie przejdziemy do historii” – kokieteryjna i wielce pretensjonalna nazwa pożegnalnego koncertu może tylko nasunąć uwagę, że istotnie z przejściem do historii mogą być kłopoty - pisał recenzent miesięcznika “Jazz”.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!