Beata Ścibakówna przeżyła koszmar. "Przez 15 lat dostawałam anonimy"
Beata Ścibakówna jest cenioną przez widzów aktorką. 28 kwietnia świętuje 57. urodziny. Wydaje się, że artystka wiedzie szczęśliwe życie u boku męża Jana Englerta. Okazuje się jednak, że związek przysporzył jej sporo trudnych doświadczeń. Jakiś czas temu gwiazda wyznała, że otrzymywała niepokojące i przerażające listy.
- Beata Ścibakówna od lat związana jest z Janem Englertem.
- Związek z aktorem nie spodobał się niektórym osobom.
- To spowodowało, że aktorka dostawała bolesne anonimy.
Beata Ścibakówna urodziła 28 kwietnia 1968 roku w Zamościu. W 1992 ukończyła studia na Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie. Na scenie debiutowała jeszcze w trakcie nauki. W 1990 wystąpiła w "Panu Tadeuszu" w reżyserii Jana Englerta. Słynny aktor był również jej wykładowcą. Traf jednak chciał, że zaczęli mieć się ku sobie.
Rozwiąż quiz o aktorkach. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...
Quiz: Quiz. Najzdolniejsze aktorki polskiego kina. Prawdziwy kinoman musi zdobyć 19/20
Nieprzychylne osoby zarzucały Beacie Ścibakównie, że związała się z Janem Englertem tylko z powodu kariery. Ostatecznie para wzięła ślub w 1998 roku, a dwa lata później doczekała się córki. Dziś wydają się wieść szczęśliwe życie. Wcześniej jednak związek ten był powodem nieprzyjemnych i często przerażających sytuacji.
Beata Ścibakówna otrzymywała niepokojące anonimy
Relacja Beaty Ścibakówny i Jana Englerta wiele razy wywoływała emocje. Niektórym ich związek przeszkadzał tak bardzo, że posunęli się do okropnych działań. Aktorka wyznała jakiś czas temu w rozmowie z cozatydzien.tvn.pl, że przez lata otrzymywała anonimowe listy. Składały się z wycinków z gazet i nie należały do przyjemnych, wręcz przeciwnie.
To były czasy bez internetu, bez mediów społecznościowych, więc ten hejt nie wylewał się tak otwarcie ze wszystkich stron, nawet nie był nazwany "hejtem", ale od początku mojego związku z Janem Englertem przez jakieś 15 lat dostawałam anonimy. [...] Listy, których litery były wycinane z gazet. Teraz żałuję, że je wyrzuciłam, bo miałabym dowód i wątpliwą "pamiątkę" – opowiadała aktorka.
W tej samej rozmowie Beata Ścibakówna zdradziła, co znajdowało się w treści listów. Jak powiedziała: “Głównie wyrzuty i złorzeczenia”. Z czasem aktorka przestała nawet je otwierać. Dziś z kolei wie, jak rozpoznawać nienawistne komentarze w sieci i znalazła szybki sposób na to, by sobie z nimi poradzić.
Te "listy" przychodziły najpierw do Teatru Powszechnego, w którym grałam przez pięć lat po ukończeniu szkoły teatralnej, a później do Teatru Narodowego. Były bardzo podobne, bolały. Po czasie rozpoznawałam już charakter pisma na kopercie i nie otwierałam, wyrzucałam. Natomiast Instagram daje większe możliwości sfrustrowanym i leczącym swoje kompleksy. Natychmiast rozpoznaję hejt i usuwam. Nie interesuje mnie – mówiła artystka dla cozatydzien.tvn.pl.
Dziś na szczęście Beata Ścibakówna nie otrzymuje podobnych listów. Żyje w szczęśliwej relacji z Janem Englertem. Są ze sobą związani także zawodowo. Wspólnie pracują w teatrze. Czasem jednak aktorka musi nieco odpocząć od przebywania z mężem. "Mam super ekipę dziewczyn, z którymi się często spotykam. Chodzimy razem do teatru, wyjeżdżamy na długie weekendy, celebrujemy urodziny. To jest czas dla mnie, żeby odpocząć troszeczkę i zatęsknić" – mówiła we wspomnianej rozmowie.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!