Andrzej Munk odszedł niespodziewanie. Nigdy nie ukończył ostatniego dzieła

2 min. czytania
03.06.2024 08:49
Zareaguj Reakcja
Choć większość kojarzy go jako reżysera "Zezowatego szczęścia", to na swoim koncie ma znacznie więcej filmów. Niestety artystyczną karierę Andrzeja Munka przerwała tragiczna śmierć w wypadku samochodowym.
|
fot. Andrzej Munk był wybitnym reżyserem fot: wikimedia: Poeticbent/domena publiczna, kadr z filmu 'Zezowate szczęście'/YouTube

Andrzej Munk przyszedł na świat 16 października 1921 roku w Krakowie. W trakcie wojny brał udział w Powstaniu Warszawskim w szeregach AK. Po jej zakończeniu zdawał do Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi, którą ukończył w 1951 roku. Początkowo był operatorem oraz realizatorem filmów dokumentalnych.

Dokumenty, które tworzył, zostały docenione za ich artystyczną formę, jednak to filmy fabularne przyniosły mu sławę oraz popularność. W 1960 roku Andrzej Munk wyreżyserował kultowy film "Zezowate szczęście". Był to jego ostatni dokończony film. Rok po jego premierze reżyser zmarł w tragicznych okolicznościach.

Tak tworzył Andrzej Munk

"Zezowate szczęście" na ekranach zadebiutowało w 1960 roku, lecz plany dotyczące produkcji pojawiły się już znacznie wcześniej. W 1959 roku Andrzej Munk zlecił napisanie scenariusza do filmu, który prześmiewczo potraktowałby realia Polski lat 50. XX wieku.

Zobacz także: Był aktorem pełnym pasji. Nie zniknął z ekranów nawet, gdy zachorował

Bohaterem "Zezowatego szczęścia" był polski konformista Jan Piszczyk. Postać nieudolnie próbowała dostosować się do politycznej sytuacji, jaka panowała w Polsce w czasach PRL-owskich. Film wzbudził sporo kontrowersji wśród krytyków, jednak dzięki różnorakiemu odbiorowi Munk zyskał popularność.

Choć "Zezowate szczęście" było ostatnim ukończonym przez reżysera filmem, to przed śmiercią zaczął tworzyć coś jeszcze. Mowa tu o filmie "Pasażerka" z 1961 roku, który po śmierci reżysera zyskał rozgłos na całym świecie. Produkcja opowiadała o relacji dwóch kobiet, więźniarki i strażniczki w obozie Auschwitz-Birkenau.

Słynny reżyser francuski Jean-Luc-Godard miał powiedzieć, że

Niestety Andrzej Munk nigdy nie dokończył produkcji. Gdy reżyser jechał obejrzeć dekoracje do "Pasażerki", stracił panowanie nad autem i niestety zmarł. Miał zaledwie 40 lat.

Po śmierci artysty szukano innego reżysera, który mógłby dokończyć "Pasażerkę". Jednak po 2 latach ekipa filmowa zdecydowała, że na ekrany trafi nieukończona wersja filmu. Opatrzona komentarzem Wiktora Woroszylskiego produkcja zyskała niesamowity rozgłos i stała się jednym z największych polskich dzieł.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!