Ta piosenka stała się przebojem lat 80. Cenzorzy kręcili na nią nosem
Andrzej Rosiewicz to jeden z największych gwiazdorów polskiej estrady. Jego kariera rozpoczęła się w Zespole Pieśni i Tańca „Dzieci Warszawy”, którego członkiem był jeszcze w latach 50. Podczas studiów piosenkarz występował z kolei z grupą Pesymiści, a następnie zasilił szeregi dwóch formacji jazzowych: Old Timers oraz Asocjacji Hagaw.
Przełom w życiu Andrzeja Rosiewicza nastąpił w 1978 roku, kiedy to zdecydował się na rozpoczęcie działalności solowej. Dzięki piosenkom, takim jak „Czy czuje pani cha-chę”, „Najwięcej witaminy”, „Zakochany bałwan” oraz „Chłopcy radarowcy” artysta błyskawicznie stał się jednym z najpopularniejszych w kraju wykonawców estradowych. Ostatni z utworów omal nie przyniósł jednak gwiazdorowi kłopotów. Wszystko przez cenzurę.
Ta piosenka to hit lat 80. Andrzej Rosiewicz napisał ją z ojcem
Pomysł na napisanie piosenki „Chłopcy radarowcy” przyszedł do Andrzeja Rosiewicza znienacka. – Ja jestem trochę jak Stańczyk, obserwuję zjawiska, a potem na swój sposób je opisuję. Z „Chłopcami Radarowcami” było tak, że po prostu zacząłem jeździć samochodem. Patrzę tu radar, tu radar, tam radar, zacząłem obcować z tą rzeczywistością drogową. No i tak jakoś pod melodię „Krakowiaczka”, zaczęły układać mi się słowa – wspominał historię powstania piosenki artysta, cytowany przez "Angorę".
Słowa utworu pomógł z kolei napisać piosenkarzowi jego ojciec:
To był bardzo wesoły człowiek, lubił takie słowne igraszki. On leżał na tapczanie, a ja zmagałem się z tekstem. I te pierwsze słowa „tam na polu stoi krowa”, to on mi podrzucił, no i potem zaczęła się wspólna zabawa, nakręcaliśmy się wzajemnie, a kiedy wpadłem na pomysł, „że to byli przebierańcy”, razem wybuchnęliśmy śmiechem – opowiadał Andrzej Rosiewicz.
Zobacz także: Krawczyk niczym gwiazdor zza oceanu. „Mógłbym odcinać kupony”
Piosenka Rosiewicza stała się przebojem. Cenzura chciała jej zakazać
Nie trzeba było wiele czasu, by piosenka "Chłopcy radarowcy" została skończona. Andrzej Rosiewicz od razu poczuł, że to, co stworzył, ma potencjał na hit. – Wiedziałem, że to jest materiał na przebój. Bo melodia znana, choć rzadko wykonywana na estradzie, do tego zabawny, wzięty z życia tekst z pointą. To się mogło podobać – mówił artysta na łamach "Angory".
Niestety, nie wszyscy podzielali entuzjazm co do dzieła piosenkarza. Szczególnie nie spodobało się ono dwóm cenzorom, którzy pojawili się na występie Andrzeja Rosiewicza w jednej z kawiarni w Zakopanem. Po przeczytaniu tekstu utworu zapadła decyzja o tym, by zakazać jego wykonywania. Po powrocie do stolicy wściekły artysta postanowił spróbować rozwiązać problem:
Poszedłem do cenzury na Mysią, tam był taki pan Lis. Opowiadam mu rozgoryczony tamtą historię, a on o dziwo nie dopatrzył się w piosence żądnych wrogich treści i podpisał zgodę na wykonywanie. No to jak „Warszawa” się zgodziła, „teren” nie mógł protestować – wyjawił gwiazdor.
Ostatecznie historia skończyła się dla Andrzeja Rosiewicza pomyślnie i jego przebój znów mógł rozbrzmiewać w trakcie koncertów. Niechętni wciąż byli wobec niego jednak… niektórzy policjanci. – Pewnego razu miałem z takim styczność, biorę go na wdzięk i urok, on coś naburmuszony, ale nie bardzo wypada mu karać mnie mandatem, więc oddaje mi dokumenty i poucza: „I na przyszłość więcej tych głupot nie piszcie” – opowiadał artysta.
Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na RadioPogoda.pl!