Czarna wołga porywała dzieci. Te legendy miejskie PRL przerażają do dziś

MS
2 min. czytania
11.01.2024 12:43
Zareaguj Reakcja
Niegdyś straszono dzieci, że porwie je czarna wołga. Kierujący pojazdem mieli uprowadzać nieletnich, żeby później... wyssać ofiarom krew! PRL bogaty był w tę oraz inne legendy miejskie. Wiele z nich może przerażać nawet dziś. Przedstawiamy te, które wywoływały wtedy ciarki na plecach.
|
fot. Czarna wołga przerażała najmłodszych w PRL, wikimedia/Oliver Tank/CC BY-SA 3.0

Legendy miejskie znane są nam od dawna. Ich współczesna forma wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych. Pojawiały się jednak już przed laty, nawet w PRL. Wspólną cechą opowieści zawsze była sensacyjna fabuła. Miały za zadanie wywołać dreszczyk emocji, przerazić i jednocześnie wzbudzić ciekawość. Autorzy tych historii często są anonimowi, co dodaje im nutki tajemniczości.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!

 

Legendy miejskie z PRL powodowały ciarki na plecach

Ludzie lubią sensacje oraz tajemnice. Nic dziwnego, że legendy miejskie cieszą się dużą popularnością. Nie inaczej było w PRL. Z tego okresu wywodzi się wiele niepokojących historii. Niektóre z nich pozostają żywe nawet dziś. Z kolei inne zostały nieco zapomniane. Wszystkie jednak łączyło jedno — przerażały i szalenie działały na wyobraźnię.

W PRL popularna była historia o tajnym tunelu kolejowym w Warszawie. Miał on łączył Pałac Kultury ze strategicznymi punktami w stolicy. Znać jego lokalizację mieli wyłącznie wysoko postawieni politycy. W innej wersji we Wrocławiu miało znajdować się ukryte metro, zbudowane jeszcze przez Niemców.

Zobacz także: Pierwszy Polak, który okrążył świat w celach naukowych. Oto Edmund Strzelecki

Legendy miejskie nie są jednak tylko domeną zwykłych ludzi. W PRL za jedną z nich odpowiadały władze. Wiele osób na pewno kojarzy historię o stonce ziemniaczanej. Mieli rozrzucać ją z samolotów Amerykanie, a celem miało być zniszczenie polskich upraw ziemniaka. Stonka miała rozprzestrzeniać się w zawrotnym tempie, choć zapewne nie tak szybkim jak sama historia.

 

Tymi historiami straszono niesforne dzieci

Czarna wołga to chyba najpopularniejsza legenda miejska PRL-u. Po ulicach miast krążyć miało auto z firankami w oknach. Kierować nią mieli Niemcy z RFN przebrani za księży i zakonnice. Jaki miał być ich cel? Porywać nierozważne dzieci, wyssać ich krew i przekazać bogaczom z Zachodu. Nie jest to jednak jedyna historia, którą straszono najmłodszych.

Zobacz także: „Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Młodzi polscy naukowcy idą jak burza!

W Stanach Zjednoczonych krążyła legenda o aligatorach grasujących w kanałach. Natomiast w Polsce można było usłyszeć o piraniach, które wyławiano z rzek. Innym straszakiem były historie o rakotwórczych gumach Turbo. Po ulicach przechadzać mieli się też ludzie wręczający dzieciom zatrute cukierki. Czasem słodycze zastępowały samoprzylepne tatuaże nasączone substancjami psychodelicznymi.

Oczywiście legendy miejskie rzadko kiedy mają coś wspólnego z prawdą. Są jednak stworzone w taki sposób, by istniał w nich pierwiastek prawdopodobieństwa, a wiele budziło lęk. Chciało się jednak ich słuchać i być może nawet w nie wierzyć. Dreszczyk emocji i wizja tajemnicy są często zbyt silne, by się im oprzeć. W końcu gatunek horroru nieustannie cieszy się wielką popularnością.

Zobacz także: Jak zrobić domową rakietę? Oto książka stworzona dla majsterkowiczów!

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!