Wybitny aktor, ale trudny człowiek. Ze swojej choroby "nie zdawał sobie sprawy"

2 min. czytania
06.06.2024 10:46
Zareaguj Reakcja
Roman Wilhelmi na zawsze zapamiętany zostanie jako postać wybitna. Praca była dla niego niezmiernie ważna, dlatego też bardzo przeżywał wybór każdej z ról. Nawet na łożu śmierci snuł plany na przyszłość.
|
fot. Roman Wilhelmi kadr z serialu 'Kariera Nikodema Dyzmy'/youtube.com/@tvp_vod/n/a/domena publiczna/commons.wikimedia.org

Roman Wilhelmi był wybitnym aktorem teatralnym i filmowym. Urodził się i wychował w Poznaniu, z którego wyjechał, aby studiować na PWST w Warszawie. Aspirujący aktor, mimo problemów z łokciem oraz ogromnej opuchlizny na twarzy został przyjęty na wydział.

Roman Wilhelmi bał się łatki aktora jednej roli

Początki kariery aktora nie były łatwe ani dla niego, ani dla jego współpracowników. Roman Wilhelmi dał się poznać jako butny i arogancki, traktujący wszystkich z wyższością. Jednak po czasie zreflektował się i zrozumiał, że musi zmienić podejście, jeśli chce zostać w branży.

Jego pierwszym znaczącym angażem była rola Olgierda Jarosza w serialu "Czterej pancerni i pies". Chociaż jego postać ginie dość szybko, zdążył zaskarbić nią sympatię widzów. Niemniej jednak Roman Wilhelmi jeszcze przez długi czas po zakończeniu produkcji zmagał się z łatką dowódcy czołgu, która mu bardzo ciążyła.

Zobacz także: Grał w Pod Budą i Wolnej Grupie Bukowina. Jan Hnatowicz świętuje!

Dlatego też, wybierając następne role, był bardzo ostrożny i unikał postaci, które mogłyby w podobny sposób oddziaływać na jego karierę. W kolejnych latach wybierał zatem różnorodne produkcje, aby w pełni ujawnić swój talent i nie być szufladkowanym jako aktor jednej postaci.

Nie przyjmował do wiadomości, że umiera

Aktor miał dwie żony, z którymi się rozwiódł. Z drugą z nich, węgierską tłumaczką Mariką Kollar, doczekał się syna. Jednak ich związek się rozpadł, a Roman Wilhelmi rzucił się w wir pracy, zapominając o rodzinie. Jego była żona wyjechała potem z synem do Wiednia.

Gdy lata później choroba zaatakowała aktora, Roman Wilhelmi nie chciał przyjąć tego do wiadomości. Nie zważając na okoliczności, myślał o przyszłości. Artysta chciał wyjechać do Paryża, aby tam zrealizować kolejne plany zawodowe.

Choroba zaatakowała nagle. To był rak wątroby z przerzutami do płuc. Kiedy byłem u Romka w szpitalu trzy dni przed jego odejściem, nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. […] W kalendarzu wciąż notował daty spotkań. Opowiadał mi, co będzie robił po 15 listopada, gdy wyjdzie ze szpitala — mówił brat aktora Adam w rozmowie z "Super Expressem".

Roman Wilhelmi zmarł 3 listopada 1991 roku na raka wątroby w wieku 55 lat.

Kliknij tutaj i słuchaj naszego radia na żywo bez żadnych opłat na radiopogoda.pl!