15 lat później słowa najsłynniejszego 40-latka PRL wciąż pozostają aktualne

Wiktoria Policha
3 min. czytania
13.10.2026 05:35
Obserwuj nas na Google

Jeden z najsłynniejszych polskich aktorów okresu PRL zmarł 13 października 2016 roku. Andrzej Kopiczyński - odtwórca roli tytułowego "40-latka" w serialu Jerzego Gruzy i twarz Mikołaja Kopernika z 1972 roku zostawił po sobie nie tylko kultowe role. Jego słowa na temat aktorstwa wciąż pozostają aktualne. Oto, co sądził o tym zawodzie słynny polski gwiazdor.

Ansdrzej Kopiczyński
fot. Jerzy Plonski / RSW / Forum
  • Rocznica śmierci Andrzeja Kopiczyńskiego to dobra okazja, by przypomnieć jego słowa.
  • Myśl, którą podzielił się aktor na temat swojego zawodu, mimo upływu lat jest aktualna.
  • 13 października 2016 roku pożegnaliśmy jednego z najsłynniejszych polskich artystów.

Andrzej Kopiczyński zapisał się w historii polskiej kultury popularnej głównie za sprawą roli Stefana Karwowskiego w serialu "40-latek". Odtwórca tytułowego bohatera na dobre wpisał się do kanonu kultowych seriali PRL. Mimo największych skojarzeń z tą postacią, artysta grał też w takich produkcjach jak "Noce i dnie", "Znachor", "Ogniem i mieczem", "Plebania" czy "Lekarze".

Rozwiąż quiz. Jesteś mistrzem, jeśli zgarniesz 100 proc. punktów! Dalszą część artykułu znajdziesz pod quizem...

Quiz: Te hity nucił cały PRL. Pamiętasz te teksty? Dziś nie trafisz nawet 5/15

1/15 "Wakacje koloru blond" to fragment hitu, do którego tekst napisał/a:

Mimo szerokiego dorobku artystycznego to właśnie rola inżyniera z Warszawy przylgnęła do Kopiczyńskiego najbardziej. Dla milionów Polaków na zawsze nim pozostał i pozostanie. Dlaczego przyjął tę rolę? W 10. rocznicę śmierci gwiazdora warto przypomnieć jego słowa, w których wyjaśnił, dlaczego przyjął rolę Karwowskiego. Do dziś pozostają ważną lekcją o zawodzie aktora i podejściu do popularności:

Po pierwsze, aktor jest od tego, żeby wszystko i wszędzie zagrać: i w teatrze, i w filmie, i w serialu. A po drugie – ta rola dała mi szaloną popularność, o której aktor może sobie tylko zamarzyć - powiedział Andrzej Kopiczyński w wywiadzie z 2011 roku dla Polskiej Gazety Wrocławskiej.

Wielu dziennikarzy pytało Kopiczyńskiego, czy nie obawiał się zaszufladkowania. W końcu ogromny sukces serialu sprawił, że dla wielu widzów przestał być Andrzejem Kopiczyńskim, a stał się po prostu Karwowskim. Aktor odpowiadał jednak bardzo pragmatycznie. Według niego zadaniem aktora jest grać wszędzie tam, gdzie może stworzyć interesującą rolę. Nie dzielił sztuki na lepszą i gorszą. Teatr, film czy serial były dla niego po prostu różnymi formami wykonywania tego samego zawodu.

Trudno nie dostrzec w tych słowach zawodowej pokory. Kopiczyński nie traktował telewizji jako czegoś mniej wartościowego od sceny teatralnej. Rozumiał, że aktor powinien docierać do publiczności wszelkimi dostępnymi środkami.

Redakcja poleca

Popularność, o której marzy każdy aktor

Druga część cytatu jest równie interesująca. Wielu artystów po latach narzeka na role, które przyniosły im największą sławę. Kopiczyński patrzył na to zupełnie inaczej. Otwarcie przyznawał, że postać Karwowskiego dała mu rozpoznawalność, jakiej wielu aktorów nigdy nie doświadcza. I trudno się z nim nie zgodzić.

Do dziś samo hasło "40-latek" natychmiast przywołuje jego twarz. Niewielu aktorom udaje się stworzyć bohatera tak silnie obecnego w społecznej pamięci. Dlaczego te słowa nadal są aktualne? Słowa Kopiczyńskiego przypominają, że istotą zawodu nie jest medium, lecz umiejętność opowiadania historii i tworzenia wiarygodnych postaci.

Redakcja poleca

Jest w tej wypowiedzi także cenna refleksja o sukcesie. Aktor nie odrzuca popularności ani nie udaje, że nie ma ona znaczenia. Docenia ją jako wyraz uznania widzów, jednocześnie zachowując szacunek dla samego zawodu.

Od premiery "Czterdziestolatka" minęło już ponad pół wieku, a serial nadal regularnie wraca na telewizyjne anteny. Kolejne pokolenia odkrywają przygody Stefana Karwowskiego, a wiele dialogów i scen weszło na stałe do polskiej kultury popularnej.

Źródła: RadioPogoda.pl, Wikiquote, Polska Gazeta Wrocławska